start

Główna / Wizje przyszłości

Śr, 7 paź 2020 07:50 | Czytany: 389x | Komentarzy: 3

WE ŚNIE UJRZAŁEM MARTWYCH LUDZI LEŻĄCYCH NA ULICACH

Szanowna Redakcjo!
Zacznę od tego, że odwiedzam Waszą stronę właściwie od początku jej istnienia. Z zainteresowaniem  czytam większość artykułów i "listów do redakcji". Wiele z nich potwierdza moje postrzeganie rzeczywistości i niewyjaśnionych zjawisk jakie w niej zachodzą i tylko z niektórymi, oczywiście nielicznymi, ostro bym polemizował.

Zanim przejdę do sedna sprawy, z którą chciałbym się z Wami podzielić i poprosić o jakiekolwiek wyjaśnienie tego czego doświadczyłem, wspomnę od kogo zaraziłem się zainteresowaniem astronautyką , UFO i tematami  związanymi z parapsychologią, reinkarnacją czy religiami w ogóle. Tak się szczęśliwie stało, że w latach 70-tych szwagrem moim został P. Andrzej Trepka z Wisły. Pisarz, dziennikarz i popularyzator nauki. Jeśli dobrze pamiętam był też wespół ze Stanisławem Lemem i Krzysztofem Boruniem założycielem Polskiego Towarzystwa Astronautycznego. Ta trójka była również prekursorami powojennej literatury SF. Artykuły o UFO, wtedy w Polsce powszechnie używano określenia - NOL-e (Niezidentyfikowane Obiekty Latające), Andrzej zaczął pisać już w latach 50- tych. W jego prywatnym archiwum  widziałem kolekcję kilkuset artykułów  opisujących sprawę NOL-i . Kilkadziesiąt z nich, tych wskazanych przez autora, przeczytałem osobiście. Przez te kilkadziesiąt lat, w czasie naszych corocznych urlopowych  spotkań, wiedliśmy wielogodzinne dyskusje na te tematy. Głównie dotyczące zjawisk związanych z UFO, reinkarnacją czy ingerencją "obcych" w stworzenie istoty rzeczywiście myślącej ( poprzez zmiany w  kodzie genetycznym przyspieszenie ewolucji człowieka). U niego miałem też dostęp do publikacji niedostępnych u nas w Polsce a poruszających te właśnie tematy, artykułów i szerszych publikacji francuskich i niemieckich. Wielokrotnie widziałem na nocnym niebie zjawiska, które trudno zrozumieć a tym bardziej zrozumiale wytłumaczyć. O tym też dyskutowaliśmy. Wielokrotnie Andrzej namawiał mnie bym to wszystko opisał i przesłał do Was lub do innych stowarzyszeń na co dzień zajmującymi tymi zjawiskami. Zawsze odmawiałem, twierdząc, że za mało wiem i za mało doświadczyłem by się tym z innymi dzielić.
Decyzję o tym by do Was napisać i podzielić się swoim niepokojem podjąłem po kilkumiesięcznych rozważaniach, pisać - nie pisać. Ostatecznie moje wątpliwości rozwiał wnuk.

A więc do rzeczy.

Już w latach mojej młodości zacząłem doświadczać czegoś, co w żaden sposób nie potrafiłem sobie racjonalnie wyjaśnić. Byłem młody, wysportowany radośnie i  pozytywnie patrzący na świat ( to mi pozostało do dzisiaj), a jednak często, nagle ni stąd ni zowąd, bez żadnej konkretnej przyczyny  ogarniał mnie wielki niepokój i przekonanie, że coś się nie ciekawego wydarzy. Niekiedy aż mnie skręcało, innym razem było to odczucie zdecydowanie łagodniejsze. I rzeczywiście w tych dniach miały miejsce różne zdarzenia, złe lub dobre. Próbowałem to sobie w jakiś sposób wyjaśnić, jednak nie potrafiłem. Gdy podjąłem pracę zawodową, zauważyłem, jak moi znacznie starsi współpracownicy często narzekali, że kiepsko się czują, są jakoś tak podekscytowani, podminowani czy czy wręcz przesadnie nerwowi. Wyjaśniali to
zmianami pogody. Wówczas wytłumaczyłem sobie, że widocznie ja, młody,  odczuwam każdą zmianę pogody podobnie jak oni i przestałem na to zwracać uwagę.

Wiele lat później miały miejsca wydarzenia, które kazały mi zweryfikować to moje przekonanie o wpływie pogody. Opiszę te najważniejsze. Jedno z nich wydarzyło się na początku lat 90- tych na przełomie roku. Tuż przed gwiazdką wracałem samochodem  z pracy do domu i dojeżdżając do krzyżówki usłyszałem głośny huk, zgrzyt gniecionego, rozrywanego metalu i brzęk sypiącego się szkła z rozbitego okna. To wszystko działo się z mojej lewej strony. Jak to mówią młodzieżowcy- dałem ostro po hamulcach, na moje szczęście nikt za mną nie  jechał i spojrzałem na lewo- nic nawet jednego samochodu, zero pojazdów.

Przez kilkanaście dni  doświadczałem tego prawie codziennie. I jeszcze jedno, w tym wszystkim chyba najważniejsze - pojawiło się we mnie takie wewnętrzne  przekonanie, że mnie się nic nie stanie. Nie będę nawet draśnięty.  Opowiedziałem o tym najpierw rodzinie a później znajomym, jednak gdy ci ostatni zaczęli spoglądać na mnie jak na wariata, przestałem wspominać o tym komukolwiek. Jakieś trzy tygodnie później, był już styczeń, jechałem do gdańska na spotkanie z inwestorem, z którym miałem podpisać umowę produkcyjną. Zima tamtego roku nie była zimą w całym tego słowa znaczeniu. Bardziej przypominała mokrą  jesień z niewielkimi nocnymi przymrozkami. Nie jechałem szybko, wyjechałem wcześniej by się nie spieszyć. Po minięciu Piły pojawiła się mżawka, niewielka ale jednak była.

Więc co kilka kilometrów lekko naciskałem na hamulec by sprawdzić jak się zachowuje auto. Czy przypadkiem nie jest ślisko. Za Lędyczkiem sprawdzałem ostatni raz , wszystko było ok. Dojechałem do miejsca gdzie droga łagodnym, lewym łukiem skręcała w kierunku niedalekiego mostu. Na liczniku miałem nieco ponad 70 km więc puściłem gaz by trochę zwolnić (przedni napęd) i się zaczęło. Rzucało mną na wszystkie strony, kilkukrotnie przedtem doświadczyłem poślizgu, jednak nigdy takiego. Nie pomagało nic.

Ani odpowiednie kręcenie kierownicą, ani dodawanie gazu. Samochód tańczył tak jak chciał. W pewnym momencie, widząc gwałtownie zbliżające  się balustrady mostu, przebiegło mi przez myśl pytanie- jak ja się między nimi zmieszczę?. Moment później uderzyłem lewą stroną auta w słup balustrady. Usłyszałem huk, zgrzyt metalu i brzęk sypiących się rozbitych szyb. A później- cisza, słyszałem tylko lekki pomruk silnika. Uderzenie sprawiło, że wgniotło mnie z fotelem do środka tak, że oparłem się o fotel pasażera. Miałem totalnie rozbity cały lewy bok. Drzwi przednie, tylne, podłoga i dach. Wyszedłem z auta przez drzwi pasażera. Gdy stanąłem na asfalcie, nogi mi się rozjechały. Byłem na mokrym lodzie. Obszedłem auto dookoła i włączyłem światła awaryjne.

Stałem i patrzyłem na wrak samochodu i pomyślałem sobie- Boże, przecież ja właśnie to wszystko słyszałem. Jakieś pół godziny później zaczęły pojawiać się kolejne samochody. To byli pracownicy jadący do Człuchowa na 6-tą do pracy. Zatrzymywali się dobre sto metrów przed mostem i pieszo podbiegali poboczem do mnie. Gdy zobaczyli auto- kilku z nich z wrażenia solidnie zaklęło. Na dodatek nikt z przybyłych nie chciał mi uwierzyć, że podróżowałem sam. Szukali dodatkowych okryć, teczek, czegoś co by potwierdziło że był jeszcze ktoś inny. W głowie im się nie mieściło, że przy takim uderzeniu mnie się nic nie stało, nawet nie byłem draśnięty, tym bardziej trudno im było w to uwierzyć, ponieważ w tym samym miejscu dwa tygodnie wcześniej a dokładnie dwa dni przed gwiazdką wpadł w poślizg  Niemiec jadący z żoną do krewnych na święta. On zginął, żona przeżyła. Potwierdziła to policja gdy spisywali protokół z tego zdarzenia.

Drugie wydarzenie, również niezrozumiałe dla mnie miało miejsce dwa lata później, Pewnej  nocy miałem ni to sen ni to jakąś senną wizję. Tak próbuję sobie to wytłumaczyć. Śniło mi się, że z córką jedziemy do Poznania odebrać wygraną w totka. Jeszcze tego samego dnia wymogłem na niej by poszła i wypełniła kupon. Zrobiła to i już w poniedziałek jechaliśmy odebrać wygraną. Wprawdzie nie była to super wygrana jednak takiej kwoty w kolekturach już nie wypłacano. I teraz najważniejsze. Nigdy nie byłem nawet w pobliżu budynku w którym mieściła się dyrekcja totka w Poznaniu, jednak gdy stanęliśmy na parkingu i wyszedłem z auta, zdębiałem. Dokładnie ten budynek w tym otoczeniu widziałem w moim śnie. Jestem budowlańcem, więc doskonale zapamiętuje i rozpoznaje charakterystyczne budowle i ich otoczenie.

By się więcej nie rozpisywać przedstawię to co mnie najbardziej nurtuje.
Na początku tego roku, było to mniej więcej w pierwszej dekadzie stycznia, gdy jeszcze nie miałem zielonego pojęcia o koronawirusie i związanej z nim pandemii, miałem sen ( może to należy traktować jako wizję?- nie mam pojęcia). Sen który mnie przeraził i sprawił, że ten strach ciągle trwa.

Z góry widziałem nie znane mi miasto, patrzyłem  na otaczające mnie ulice jakby z jakiegoś balkonu albo dachu wysokiego budynku. Widziałem mnóstwo martwych ludzi leżących na chodnikach, Ulicami przejeżdżały jakieś odkryte auta i  mężczyźni zbierali leżące dookoła zwłoki i ładowali je na przyczepy. Widziałem kobiety i mężczyzn opłakujących prawdopodobnie bliskich. Jedni klęczeli inno chodzili dookoła jakby bez celu. A najgorszy był ten głośny płacz, a właściwie to nie był płacz to był gwałtowny trudny do  powstrzymania szloch. On dominował nad całym tym miastem. Mimo, że był to dzień bez chmur i mgły  nie widziałem słońca, Wszystko dookoła było jakby przemalowane na szaro. W tym obrazie nie było nic radosnego, dominowała rozpacz i smutek. To nie był krótki sen, wydawało mi się, że ciągnie się strasznie długo.  Obudziłem się przerażony i prawdę mówiąc nie chciałem  już zasnąć, bałem się, że zobaczę i przeżyję  to wszystko ponownie.

I ostatnie przeżycie o który chciałbym Wam powiedzieć.

Jakieś dwa miesiące później znów doświadczyłem czegoś dziwnego. Stałem na wzgórzu ( moje miasto otaczają wzgórza- morena czołowa) i patrzyłem wydawało mi się, że na południe. Byłem sam. Dzień był zwyczajny, słoneczny. Nagle daleko na horyzoncie na wprost mnie pojawiła się potworna chmura dymu i ognia. Z każdą chwilą potężniała i przyspieszała, zauważyłem , że ogień zanika a dym staje się coraz bardziej czarny. Zbliżająca się chmura zajęła już cały horyzont na wprost mnie. Zrobiło się mroczno i niesamowicie cicho. Patrzyłem na ten przerażający twór, który zbliżał się w niesamowitym tempie i w tym momencie dotarło  do mnie, że za chwilę zginę. Po prostu umrę i koniec. Wtedy w myślach wypowiedziałem prośbę (cytuję dosłownie)- niech mi wybaczą wszyscy ci którym świadomie lub nieświadomie   wyrządziłem krzywdę. Gdy to wypowiedziałem chmura zatrzymała się i najpierw bardzo wolno, później niesamowicie przyspieszając cofnęła się aż do całkowitego zniknięcia.

Szanowna Redakcjo.
Gdyby ktokolwiek z Was lub z Waszych znajomych pomógł by mi wyjaśnić dlaczego miewam takie przeczucia i sny i czy są to tylko senne majaki nad którymi należałoby przejść bez głębszej analizy i zastanawiania się, będę wdzięczny.
Pozdrawiam
Proszę moje dane zachować do swojej wiadomości.
Jeszcze raz pozdrawiam i życzę wielu sukcesów w odkrywaniu tego co jeszcze nieodkryte. Powodzenia. 

 


Komentarze (3)
Poniżej znajduje się lista komentarzy.

Czw, 8 paź 2020 23:02 | brak oceny

OBSERWATOR | Gość

Czy "nierządne królestwo zginienia bliskie" rozumie swoją sytuację? Pokazuje ją OBRAZ "faceta w łódce" w scenie: "walka bez walki": https://www.youtube.com/watch?v=HuR0sUc7bbw . Tym różni się solidarność BIAŁEJ ARMII od solidarności walczącej ARMII CIEMNOŚCI, że BIAŁA ARMIA będąc w JEDNOŚCI z NATURĄ KORZYSTA z JEJ NIESKOŃCZONEJ POTĘGI i stąd określenie 'WALKA BEZ WALKI'. Przeciwnik ma w niej CORAZ MNIEJ "GRUNTU POD NOGAMI", więc ODGRAŻANIE się w takiej sytuacji... :) A i takie nachalne "na koniec puszczanie filmów o facecie w łódce" w nadziei, że (akcja) "zaraz się rozkręci" OZNACZA "ostatnie tchnienie" i tak los "nierządnego królestwa zginienia bliskiego" JEST PRZESĄDZONY! Potężne mury (informacyjne) legły w gruzach a ta "biegająca po gruzach" spanikowana banda nie powstrzyma ani "wypakowania konia" ani tym bardziej nie powstrzyma POTĘGI OCZEKUJĄCEJ "na zewnątrz" tych nie istniejących już "murów" - ta Piękna Planeta jest ciemności ODBIERANA! Taki jest OBRAZ SYTUACJI w jakiej jest ARMIA CIEMNOŚCI, więc jeśli do niej należysz, to DOBROWOLNIE ODDAJESZ WSZYSTKO co POSIADASZ BOGU i tak ZACHOWUJESZ ŻYCIE FIZYCZNE. W PRZECIWNYM RAZIE TRACISZ WSZYSTKO ŁĄCZNIE z ŻYCIEM FIZYCZNYM. Przemyśl to na SPOKOJNIE bo GWAŁTOWNY SPRZECIW TO GWAŁTOWNA ŚMIERĆ FIZYCZNA i JUŻ JESTEŚ TRUPEM. Tylko PODDANIE się BOGU może Cię uratować. Doprecyzowanie w drodze...

Dziękujemy za ocenę.

Czw, 8 paź 2020 21:04 | brak oceny

OBSERWATOR | Gość

Istnieją DWA rodzaje ENERGII decydujące o biegu zdarzeń: CIEMNA i JASNA, które są tak bardzo odmienne w działaniu, że leżą na przeciwnych biegunach i nie mają ze sobą ŻADNEGO ZWIĄZKU. Gdyby ich działanie porównać do działań armii, to można by je nazwać ARMIĄ CIEMNOŚCI oraz BIAŁĄ ARMIĄ - ARMIĄ ŚWIATŁA, które toczą wojnę o Naszą Piękną Planetę (KOBIETĘ :) ), a teraz wchodzimy w ostatnią fazę tej wojny. Oczywiście OBRAZ tej wojny nie ma NIC wspólnego z obrazem wojny, jaki został ZAPROGRAMOWANY w świadomości zbiorowej tej cywilizacji, ale to nie ma znaczenia, ponieważ wojna ta jest prowadzona przez ENERGIĘ PRĄDU KREACJI ŻYCIA, który działa poprzez istoty NIEŚWIADOME tego procesu oraz ŚWIADOME i dąży do UŚWIADOMIENIA wszystkich i przejęcia nad nimi KONTROLI do czasu, aż mieszkańcy całej planety ZROZUMIEJĄ Zamysł Stwarzania i zaczną z niego korzystać, aby "czynić sobie Ziemię poddaną", bo zwrot ten nie oznacza traktowania Planety, jak "dziwki do zarabiania kasy", lecz oznacza PARTNERSTWO w STWARZANIU a do tego trzeba POZNAĆ MOŻLIWOŚCI jakie posiada Planeta. To tak, jak z samochodem, którym trzeba się nauczyć jeździć, aby służył, ale najpierw trzeba przestać być "jaskiniowcem", któremu się wydaje, że jego prymitywny poziom rozwoju to max, co jest do osiągnięcia w ramach rozwoju świadomości.

Dziękujemy za ocenę.

Czw, 8 paź 2020 20:22 | brak oceny

OBSERWATOR | Gość

Wszystko, czego doświadczamy, jest energią, ale to, jakiej energii doświadczamy, zależy od EMOCJI, jakie towarzyszą INFORMACJI, z której BUDUJEMY sobie życie, ponieważ INFORMACJA pozbawiona EMOCJI jest NEUTRALNA. Teraz spójrzmy na SCHEMAT MATERIALIZOWANIA sobie życia: PRZESZŁOŚĆ to HISTORIA, EMOCJE TERAŹNIEJSZOŚCI (zmaterializowana teraźniejszość) - to JUŻ JEST PRZESZŁOŚĆ! Więc PRZYSZŁOŚĆ JEST MATERIALIZOWANA TERAZ - POPRZEZ NASZE EMOCJE... i patrząc z TEJ PERSPEKTYWY WIEMY już, że EMOCJE są NAM SIŁĄ NARZUCANE z każdej strony przez WSZĘDOBYLSKIE DZIAŁANIA MILITARNE SZTURMOWCÓW ARMII CIEMNOŚCI! Czy teraz widać te MILITARNE DZIAŁANIA o których "ktoś" tam mówi, lecz nie potrafi ich OKREŚLIĆ i WYJAŚNIĆ? Dlaczego? Bo będąc specjalistą od "śmierci" nic nie wie o "życiu", które KREUJE SWÓJ SCENARIUSZ dla cywilizacji, zamieszkującej tę Piękną Planetę. Owszem - są DWA SCENARIUSZE biegu zdarzeń, z czego jeden jest "ludzkim planem wydarzeń" a drugi jest tym "BOSKIM", który ZAWIERA UJAWNIENIE tego, co JEST UKRYWANE przed nieświadomą ludzkością i w TYM CELU PRZECHODZIMY przez ten TEATR, o którym wszyscy mówią i straszą nim, lecz który nie ma ŻADNYCH (!!!) SZANS na zmaterializowanie się! WSZYSTKIE WYSIŁKI SZTURMOWCÓW CIEMNEJ STRONY MOCY są dopuszczone TYLKO w CELU POKAZANIA METOD DZIAŁANIA tej ciemnej energii, która walczy do końca i na końcu GINIE... i stąd te trupy...

Dziękujemy za ocenę.

Wyświetl według: Chronologicznie Ocena
w kolejności: rosnąco malejąco

* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Nick / imię i nazwisko

Email

Treść komentarza:

Zabezpieczenie przeciw-spamowe

Ilość UFO na obrazie




* Publikując komentarz oświadczasz, iż zapoznałeś się oraz akceptujesz regulamin naszej strony.

Zapraszamy wszystkich chętnych do udziału w projekcie: redakcja@messing.org.pl
  www.nautilus.org.pl    English version    Kanał RSS

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.