start

Główna / Kontakt z duchami

Wt, 9 lis 2021 07:53 | Czytany: 269x | Komentarzy: 0

PŁACZĄCE ZJAWY – NIESPOTYKANY ELEMENT RELACJI O ‘SPOTKANIACH Z DUCHAMI’

‘Widziałem ducha… on płakał!’ – w kilku relacjach o spotkaniach z duchami przysłanymi do FN były tak dziwne opisy zachowania zjawy, którą obserwowali świadkowie. ‘Płaczące duchy’ to temat zagadkowy, który ma związek z okolicznościami śmierci takiej osoby.

 

W 1995 roku mieliśmy okazję porozmawiać z niezwykłą osobą, nie żyjącą niestety od wielu lat. Było to najsilniejsze medium, jakie kiedykolwiek mieliśmy okazję poznać. Bez problemu kontaktowała się z duchami osób zmarłych w sposób, który naprawdę stawiał do pionu. Kobieta ta odziedziczyła swój dar po babce – w jej rodzinie na przestrzeni kilkuset lat często pojawiały się osoby, które miały właśnie tak unikalny dar. Bycie medium to nie tylko możliwość widzenia duchów, ale także jasnowidzenia – ta osoba była także znakomitym jasnowidzem. W swoim życiu miała okazję pomagać dosłownie setkom osób, które chciały skontaktować się z duchami osób zmarłych.

 Ta osoba w przepiękny sposób mówiła o reinkarnacji, którą traktowała jako coś oczywistego, wręcz namacalnego. Ostrzegała, aby nigdy nie bawić się w wywoływanie duchów, gdyż można takiej istocie zrobić ogromną krzywdę.

 - Jeśli dany człowiek po pobycie w krainie światła wcielił się na Ziemi, to przywołanie go może oznaczać tragedię. Jego podświadomość może usłyszeć takie wezwanie, opuścić swoje obecne ciało i stawić się przed osobą go przywołującą. Efekt tego będzie tragiczny, gdyż jego dusza już nie będzie chciała wrócić do swojego obecnego ciała… i taki człowiek po prostu nagle bez powodu umrze. Miałam okazję dowiedzieć się o kilku takich historiach i powiem z całą mocą – tego nie wolno robić!

 

Wśród wielu ciekawych opowieści tej niezwykłej osoby były także relacje o „płaczących zjawach”. Tak mówiła o tego typu historiach udzielając wywiadu naszej ekipie w 1995 roku.

 - Każda dusza podlega reinkarnacji, czyli wędrówce dusz – pamiętajcie o tym! Po śmierci każdy z nas udaje się do krainy światła, aby tam przez chwilę podsumować życie i kontynuować swoją podróż do doskonalenia się wcielając się ponownie na Ziemi. Samobójstwo lub czasami także nagła śmierć powoduje, że taka dusza nie idzie do światła, ale zostaje na Ziemi. Niektóre istoty wpadają w ten sposób w pułapkę pozostania na Ziemi, trzeba im pomóc i odprowadzić w stronę światła. Wręcz namówić ich, aby opuściły miejsce, w którym być nie powinny! Taka jest moja rola, ja bardzo często tak pomagam ludziom, którzy mają kłopot z jakimś bytem często zakłócającym życie takiej rodziny, który okazuje się właśnie na przykład duchem samobójcy, który zamiast iść dalej – pozostał na miejscu swojej śmierci. To jeden z wielu powodów, dla których trzeba powtarzać, jak bardzo złą decyzją jest ta o zabiciu samego siebie. To sprzeczne z prawami wszechświata, błędne i złe pod każdym względem. Wielokrotnie miałam okazję sama przekonać się, że takie duchy potrafią nawet płakać. Wygląda to bardzo szokująco, no bo jak duch może płakać, ale tak naprawdę często się zdarza.

 

 

„W tym miejscu razem z moją matką widzieliśmy jakąś postać, która się rozpłynęła w powietrzu!” – niezwykła relacja o spotkaniu z duchem.

 Od zarania dziejów ludzie obserwują wszelkie zjawy i duchy. Od starożytnej Grecji poczynając, a na współczesnych gazetach kończąc znajdziemy relacje osób, które miały okazję na własne oczy zobaczyć zjawę. Początkowo tacy ludzie myślą, że to jest zwykły człowiek, ale po chwili ów człowiek po prostu „rozpływa się w powietrzu” albo znika w równie dziwny sposób.

 Nie może być przypadkiem, że bardzo często takie zjawy są widywane w miejscu związanym ze śmiercią. Są to zarówno miejsca tragicznych wypadków, jak i także szpitale (gdzie śmierć zawsze jest wszechobecna), jak i cmentarze. Dla duchów czas nie istnieje, a raczej biegnie inaczej. 100, 200 czy 500 lat jest jedynie chwilą, więc pozostaje pytanie, czy przypadkiem dusze osób tragicznie zmarłych nie pozostały uwięzione w danym miejscu, z jakiegoś powodu nie odeszły „w stronę światła”. Opis tego mechanizmu znajduje się w setkach ezoterycznych książek, które znajdują się w naszym archiwum. Ta teza znajduje także potwierdzenie w spisanych historiach, które trafiają na pokład NAUTILUS-a. Oto przykład takiej relacji z naszej poczty:

 

Szanowna Fundacjo Nautilus,

Bardzo się cieszę, że znalazłam Was w sieci, bo sama bardzo interesuję się... [...] ... moja bliska rodzina nie wierzyła w takie zjawiska. Mieszkam w [miejscowość dla wiadomość FN] i niedaleko domu siostry mojej mamy jest bardzo niebezpieczne miejsce, w którym bardzo często dochodzi do wypadków samochodowych. Podobno jest źle wyprofilowany zakręt, ale nie znam się na tym, tylko piszę, że naprawdę było tam wiele śmiertelnych wypadków. O jednym z nich, w którym zginęła cała czteroosobowa rodzina, pisała nawet prasa. Moja ciocia kiedyś opowiedziała na kolacji u mnie w domu, że tamto miejsce jest związane z czymś jeszcze innym. Od wielu lat widywana jest tam jakaś postać, która stoi nieruchomo w tamtym miejscu, a kiedy ktoś próbuje do niej podejść, to się rozpływa w powietrzu. Oczywiście jak to zwykle bywa kiedy to opowiedziała, to reakcją był tylko śmiech. To się jednak zmieniło po tym, co wydarzyło się trzy tygodnie temu.

 Moja mama zapytała, czy nie mam ochoty wybrać się z nią razem do domu cioci, bo miała jakąś sprawę. Zgodziłam się i około 18.00 dojechaliśmy autobusem na miejsce. Mamy samochód, ale on akurat był w warsztacie, ale nie jest to jakiś wielki problem, gdyż ciocia mieszka kilkanaście kilometrów od nas. Od przystanku do jej domu jest jakieś 500-600 metrów, a po drodze trzeba minąć ten zakręt, na którym doszło do takiej ilości wypadków. Kiedy odjechał autobus od razu zaczęliśmy iść w kierunku domu cioci. Tę postać zauważyła pierwsza moja mama, która powiedziała, że jakaś kobieta stoi na zakręcie drogi. Było wtedy dość pochmurno i raczej ciemno, ale ja także zauważyłam ją wyraźnie. Miała około 30 lat, była ubrana w czarną sukienkę i na co zwróciłam uwagą trzymała twarz ukrytą w dłoniach i sprawiała wrażenie, że płacze. Jednocześnie patrzyła na nas przez dłonie, którymi zasłaniała twarz. Rzadko się spotyka taki widok, więc razem z mamą zaczęłyśmy o tym rozmawiać, kim jest ta kobieta. Szliśmy w jej kierunku i kiedy byłyśmy jakieś 30 metrów od niej nagle stało się coś strasznego. Ona po prostu rozpłynęła się w powietrzu! Nie potrafię tego opisać, ale dosłownie wyglądało to tak, jakby zaczęła być przezroczysta i nagle całkowicie znikła. Wtedy przypomniałam sobie to, co opowiadała ciocia. Razem z mamą rzuciłyśmy się do ucieczki i dobiegłyśmy do przystanku autobusowego, a moja mama poprosiła wujka męża cioci Magdy, aby przyjechał po nas. Moja mama była tak zdenerwowana, że nie była w stanie znaleźć numer telefonu na komórce do cioci, a przecież dzwoni do niej każdego dnia wiele razy. Potem już w domu cioci rozmawialiśmy o tym, że gdybyśmy same nie zobaczyły tego na własne oczy, to naprawdę trudno byłoby nam w to uwierzyć. Od tej pory wierzę, że jest życie po śmierci i dusze ludzkie potrafią się ludziom pokazać. Uważam, że FN powinna się zainteresować tą sprawą i sprawdzić, czy to możliwe, że w miejscach tragicznych śmierci ludzi dochodzi do takich właśnie spotkań z duchami jak to, które ja doświadczyłam. Zaręczam, że wszystko co napisałam jest prawdą.

Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]

 

 

-----Original Message-----
From: [...]
Sent: Thursday, January 22, 2009 11:36 AM
To: FN
Subject: historia - zjawa

Witam!

Chciałem podzielić się moją historią, którą przeżyłem dość dawno temu,
jakieś 7-9 lat temu, miałem wtedy chyba z 10-12 lat. Mieszkam na Śląsku,
na obrzeżach miasta, i mam dość duży teren z sadem jakieś 200m na 50m, z
czego większość jest porośnięta krzakami i drzewami wiśniowymi.
Mieszkam na dość nierównym terenie, a całkiem na dole mojej posesji jest
mała rzeczka, zza której widziałem pewną postać w białym fartuchu i
kapturze o wzroście nie przekraczającym 1,6m oraz o niewidocznej twarzy
tak jakby była to kompletna pustka, więc nie wiadomo było czy się
patrzyła na mnie czy nie. Byłem od tej postaci jakieś 15-20m.
Widziałem ją tak samo wyraźnie jak każdego innego człowieka, nawet
przecierałem oczy bo nie wierzyłem własnym oczom, po jakimś czasie po
prostu zacząłem uciekać do góry, i już nie chodziłem tam przez jakiś
miesiąc, potem w końcu przyszedłem tam sprawdzić może po drugiej stronie
rzeczki jest jakaś szmata czy coś bo pamiętałem dokładnie w którym
miejscu to było, oczywiście nic nie znalazłem. Widziałem tą postać
gdzieś koło godziny 20:00 w czerwcu. Jak bym miał porównywać do kogo ta
zjawa była podobna, to najbardziej by pasowało pospolite zdjęcie śmierci
z kosą. Mogę wysłać ew. parę zdjęć mojej posesji i miejsca w którym to
coś widziałem, oraz mogę spróbować to narysować.
Mam także 2 domy, który jeden jest chyba z 1864 roku, lecz jak narazie   
nic tam nie straszy. Pozdrawiam!

-----------------------------------


 

Jedna ze stałych autorek tekstów do serwisu FN p. Beata Dąbek w przesłanym na pokład e-mailu zasygnalizowała ciekawą relację o ‘płaczącym duchu’, której autorem jest znany polski reżyser Janusz Majewski. Poniżej fragment jej korespondencji:

 […] na Warszawskim Festiwalu Filmowym odbył się przedpremierowy pokaz filmu Lecha Majewskiego " Brigitte Bardot cudowna", który nawiązuje do biografii samego reżysera, chciałam wspomnieć o jego historii spotkania z duchem, którą to z kolei opowiedział w tym roku w programie "Tamte lata, tamte dni". Myślę, że jest to informacja warta odnotowania w archiwum Nautilusa.

 Sama jestem wielką admiratorką tego wszechstronnego artysty, który jest nie tylko wspaniałym reżyserem, ale także poetą, pisarzem i malarzem. Właśnie w owej rozmowie w programie "Tamte lata, tamte dni", gdzie wspomina swoje dzieciństwo i  młodość w Katowicach, przytacza sytuację, która miała miejsce, kiedy miał 6 lat.

 Gdy był w domu, przyszła do niego sąsiadka, która poprosiła go, aby wyszedł z nią na korytarz, ponieważ stoi tam duch. I faktycznie, tak jak wspomina reżyser Lech Majewski, na korytarzu zobaczył stojącą niską, mglistą postać, która płakała. Spróbował ją nawet dotknąć. Myślę, że powiedziałby więcej, ale dziennikarka przeprowadzająca z nim tę rozmowę będąc wyraźnie zdziwioną i zaskoczoną tym wyznaniem, szybko zmieniła temat. Lech Majewski dodał tylko, że cały czas bardzo dobrze pamięta to wydarzenie i że niedawno spotkał się z tą sąsiadką i wspominali tę niecodzienną sytuację sprzed lat spotkania z duchem na korytarzu. Przesyłam link do tego programu, te kilka zdań o tej sytuacji można posłuchać od 15 minuty.

 https://vod.tvp.pl/video/tamte-lata-tamte-dni,lech-majewski,53832703 

 


Komentarze (0)
Nie ma jeszcze komentarzy do tej treści.
* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Nick / imię i nazwisko

Email

Treść komentarza:

Zabezpieczenie przeciw-spamowe

Ilość UFO na obrazie




* Publikując komentarz oświadczasz, iż zapoznałeś się oraz akceptujesz regulamin naszej strony.

Zapraszamy wszystkich chętnych do udziału w projekcie: redakcja@messing.org.pl
  www.nautilus.org.pl    English version    Kanał RSS

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.