start

Główna / Wspomnienia o Wolfie Messingu

Czw, 19 maj 2016 23:23 | Czytany: 3187x | Komentarzy: 0

Wolf Messing w Baszkirii

Strona: 1 2

  1. Chalimowa należała do tych, którzy nie wierzyli w cud telepatii i dlatego przygotowała „sprawdzian” dla artysty. Karteczka z fragmentem wiersza A. S. Puszkina czekała na swoją kolej w jej kieszeni. Ona podniosła rękę, Messing podszedł do niej, położył rękę na ramieniu i zapytał przyjaźnie:

- Lubicie Puszkina?

Potem przeczytał parę linijek z kartki.

- Nawet nie musiałem wyjmować jej z kieszeni - wspomina Mausila Garejewna.

Jak mówią, Messing wolał nazywać siebie artystą. Ani ekstrasensem (wtedy w ZSSR nawet o takim śłowie nie słyszeli), ani - Boże uchowaj! - prorokiem, ani nawet hipnotyzerem (ostatnie, właściwie, byłoby najwłaściwsze ze wszystkiego). Po prostu artysta - i wszystko.

„Jego wygląd rzeczywiście był bardzo artystyczny - pisze we wstępnym słowie do pamiętników Wolfa Grigorjewicza dziennikarz R. Szczerbakow, pomimo tego, że w jego występach nie było głównej artystycznej cechy - lekkości. Zmarszczki na twarzy Messinga zbierały się w głębokie fałdy, na czole występowały krople potu, ręce wyraźnie drżały. On denerwował się, gniewał, żądał od „induktorów” skupienia. Wydawało się, że artysta wykonuje ciężką, niezbyt lubianą pracę i widzowie czuli zażenowanie, że starszy człowiek, zmuszony jest do takiego wysiłku…”

Ciekawe są wspomnienia byłego śledczego OBChSS M. Rogaczewa. Jak twierdzi Mikołaj Wasiljewicz, działo się to w końcówce lat sześćdziesiątych w stierlitamatskim DK „Stankostroitiel”. Występ ten, uczestnik zapamiętał  w szczegółach dlatego, że był w jury, które zbierało notatki z zadaniami od widzów. Właściwie, kiedy Rogaczew, razem z innymi ochotnikami, zajął miejsce na scenie i przedstawił się, na sali powstało zamieszanie: śledczy OBChSS będzie sprawdzać – czy nie ma tu podstępu!

- Messing występował z ramienia „Moskoncertu” - opowiedział Mikołaj Wasiljewicz. – Dobieraliśmy tylko najbardziej interesujące zadania. Odczytywano je, nie odrywając notatek od stołu, żeby on albo jego asystentka, nie dostrzegli co jest napisane. Na początku sprawdzono, czy na scenie nie ma jakichkolwiek luster. Istota działań (sam Messing nazywał wszystko to psychologicznymi doświadczeniami) polegała na tym, że artysta, w myśli, odgadywał i wykonywał zadania biorących udział w doświadczeniu. A my, zgodnie z notatką, kontrolowaliśmy dokładność wykonania.

- Czy były niepowodzenia?

- Nie. Mówiąc uczciwie, wyłaziłem ze skóry, żeby zaplątać Wolfa Grigorjewicza - wydawałem fałszywe zadania. On stał około półtora metra ode mnie. Kilkakrotnie z niezadowoleniem przechwytywał moje spojrzenie, starał się nie patrzeć w moją stronę, stawał do mnie bokiem, odwracał się. Ale dał sobie radę i potem, po seansie, z niezadowoleniem zauważył: „Wy, młody człowieku, mocno mi przeszkadzaliście”. Właściwie, z tego koncertu, w charakterze pamiątki, zabrałem wszystkie notatki, które do dziś leżą gdzieś u mnie wśród papierów. Ludzie na przykład prosili, by odszukać mężczyznę, w takim to szeregu, na takim to miejscu, wyjąć z jego kieszeni notatkę. Odszukać dziewczynę, wziąć z jej rąk czasopismo, przeczytać konkretną linijkę … Mój kolega z jury, współpracownik KGB, zaproponował, by wyjść do foyer, rozstawić w pewnym porządku szachowe figury i wykonać kilka ruchów. Messing dał sobie świetnie z tym radę.

- A czy były jakieś kuriozalne albo nieodpowiednie prośby?

- Nieodpowiednie natychmiast odsiewaliśmy, tym bardziej, że sama prowadząca koncert poprosiła, by nie zadawać pytań typu: „Czy kupimy w tym roku samochód?”. (W tamtych czasach samochody uważało się za luksus i obowiązywała na nie wieloletnia kolejka). Zresztą, jedno kuriozalne zdarzenie miało miejsce: ktoś zaproponował, by odszukać na sali mężczyznę i wyciągnąć z jego spodni pasek. Ten, delikatnie mówiąc, był zszokowany, kiedy Messing przystąpił do realizacji zadania… Na zakończenie występu, artysta zaprosił na scenę tych, których bolała głowa. Zrobił passy rękami i ból ustąpił.

- Czy Wolf Grigorjewicz wyjaśniał sekrety swoich działań?

- Mówił tylko, że z hipnozy nie korzysta, że wyczuwa wewnętrzny stan człowieka. Podczas seansów stale trzymał „induktora” za rękę.

Z pamiętników Messinga: „Nigdy w życiu nie mówiłem nieprawdy. Wszystko, co robię na scenie i na sali – robię jawnie … Nie jestem sztukmistrzem … Demonstruję doświadczenia psychologiczne i nic więcej. Jest mi bardzo nieprzyjemnie, kiedy uważają mnie za szarlatana…” Brzmi szczerze.

 

„Republika Baszkirostostan” nr 17

 

W kręgu tajemnic.

Strona: 1 2


Komentarze (0)
Nie ma jeszcze komentarzy do tej treści.
* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Nick / imię i nazwisko

Email

Treść komentarza:

Zabezpieczenie przeciw-spamowe

Ilość UFO na obrazie




* Publikując komentarz oświadczasz, iż zapoznałeś się oraz akceptujesz regulamin naszej strony.

Zapraszamy wszystkich chętnych do udziału w projekcie: redakcja@messing.org.pl
  www.nautilus.org.pl    English version    Kanał RSS

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.